Przyjemność kodowania
W teorii jestem grafikiem… nie zmienia to jednak faktu, że pracując nad stronami internetowymi siłą rzeczy powinienem się znać na XHTML, CSS oraz (przynajmniej w podstawowym zakresie) na PHP, Javascript, Ruby itp. Oczywiście programisty, czy kodera nie jestem w stanie zastąpić, ale czasami muszę przygotować szablony XHTML do projektów, które wcześniej “narysowałem”… a zdarza się, że zlecenie wymaga ode mnie zrobienia całej strony (albo inaczej – dzielenie się wynagrodzeniem z programistą/koderem nie miałoby sensu przy prostych serwisach).
Przyznam szczerze – nie lubię tego… wręcz dostaję drgawek jak mam kodować;) Jeszcze pół biedy sam kod, ale zoptymalizowanie tego, szukanie błędów itp… szkoda gadać. No ale czasami trzeba – i wtedy można albo się męczyć, albo pracować z względną przyjemnością;)
I tu przychodzi czas na wybranie odpowiedniego narzędzia.
Od zawsze jestem zwolennikiem prostoty – nie lubię programów przeładowanych funkcjami, z 90% których i tak nigdy nie skorzystam. Uważam, że sama ich obecność tylko przeszkadza, bo żeby znaleźć coś, czego akurat potrzebuję – muszę się przekopać przez pierdyliony zakładek i pozycji w menu. Można powiedzieć, że ideałem programu do składu html i css powinien być dla mnie Notepad++ (Windows), lub (niestety nie rozwijany już) Smultron (MacOS). Owszem – używam ich dość często, ale raczej do małych spraw, typu przeróbka XMLa, czy jakaś drobna poprawka w CSS na serwerze. Jednak do całościowej roboty niestety się nie nadają, głównie ze względu na to, że poza kolorowaniem składni nie posiadają żadnych featurów, typu podpowiadanie składni, snipety, domykanie tagów itp (no – może poza notepadem… ale to inna historia)…
Jako że nie jestem masochistą – potrzebuję narzędzia odrobinę bardziej zaawansowanego od wyżej wymienionych… ale tylko odrobinę, a nie od razu kombajnu developerskiego typu Zend, czy Aptana.
Przez wiele lat korzystałem z Dreamweavera. Najpierw za pomocą edytora wizualnego, a parę lat temu przesiadłem się całkowicie na widok kodu. Muszę przyznać, że DW jest kawałem dobrego softu, ale też od x czasu dotyczy go problem z początku postu – mianowicie zbyt dużo funkcji… niebagatelna jest też cena. Dodając trzeci argument – na MacOS wygląda jak kupa (na Windowsie jest dużo lepiej)… ten soft odpadł.
Przy okazji rozwinę temat wyglądu – zawsze zastanawiało mnie, dlaczego aplikacje do kodowania wyglądają delikatnie mówiąc nieciekawie. Ja rozumiem – przede wszystkim funkcjonalność, ale… praca na brzydkim sofcie jest IMHO męcząca jak diabli. Jeśli pracuję z czymś przez wiele godzin – chciałbym, żeby wyglądało przyzwoicie – wbrew pozorom umila to robotę:)
Zacząłem poszukiwania fajnego softu na Maca. Kierując się głównie opiniami innych ludzi żyjących z kodowania zawęziłem wybór do trzech pozycji w zbliżonych cenach – TextMate, Coda i Espresso.
Najpotężniejszy z nich (TextMate) odpadł u mnie od razu. Przede wszystkim z tego powodu, że jest zbyt zaawansowany, skierowany raczej do geeków lubiących mieć do wszystkiego skróty klawiaturowe i nie potrzebujących widzieć nic poza kodem.
Pozostało wybrać pomiędzy pozostałymi dwoma.
Zainstalowałem triale i zacząłem się bawić – i muszę przyznać – ciężko wybrać. Obydwa mają dokładnie to czego potrzebuję, obydwa bardzo fajnie pomagają przy pisaniu, pozwalają pracować bezpośrednio z serwerem i obydwa mają zbliżone ceny (w okolicach 100$). Na korzyść Coda przemawiały do mnie podpowiedzi składni połączone z książkami do programowania dostępnymi z poziomu softu… Jednak stwierdziłem, że nie jest to funkcja, która przeważy szalę – w razie co wszystko przecież mogę znaleźć w necie:)
Natomiast Espresso było dokładnie tym czego potrzebowałem. Prosty soft z możliwością rozszerzenia funkcjonalności za pomocą pluginów, bardzo ładny i ergonomiczny, posiadający rewelacyjny nawigator po strukturze dokumentu… po prostu cud, miód i orzeszki:)
Sama praca w nim jest wyjątkowo intuicyjna. Tworzysz sobie projekt (lub robisz go na podstawie katalogu, w którym kiedyś coś robiłeś i… już:) Teraz już wszystko masz w jednym miejscu nie zastanawiając się, gdzie są jakieś składowe danego projektu. po prostu po lewej stronie masz listę wszystkich plików i katalogów należących do projektu. Klikając po poszczególnych plikach masz od razu podgląd co tam jest… a jak zaczniesz na pliku pracować – od razu przenosi Ci się do “ostatnio edytowanych” na górze nad listą projektu. Proste i logiczne. Nie trzeba szukać w kilkudziesięciu plikach co ostatnio robiłeś.
Druga fajna sprawa – inspektor kodu. Nigdy wcześniej z czegoś takiego nie korzystałem, a tutaj… dla mnie to potęga:) Cokolwiek w kodzie się tworzy, divy, komentarze itp… wszystko ma swoje odzwierciedlenie w inspektorze. Dzięki możliwości zwijania np. zawartości diva – zawsze widzę tam to co potrzebuje i jak mam dłuuugi plik kodu – umożliwia mi to szybkie odnalezienie miejsca, w którym chce coś zmienić.
Trzeci feature – snipety. Ma wbudowane narzędzie do przechowywania fragmentów kodu, który poza zdefiniowanymi odgórnie snipetami – umożliwia tworzenia własnych. Przyśpiesza bardzo prace:)
Dodajmy do tych szczegółów bardzo fajną wyszukiwarkę tekstu, bardzo szybkie wrzucanie zmian na serwer (zarówno automatycznie po zapisaniu plików, jak i klient ftp od razu mówiący jakie pliki się pozmieniały i co trzeba wrzucić) – powoduje to, że znalazłem narzędzie idealne do kodowania:)
Czy znalazłem minusy – owszem – kilka bugów, które potrafią utrudnić życie:
- nie współpracuje z kodowaniem iso – praktycznie ma to znaczenie tylko jak grzebię w starych projektach, ale… tak czy siak potrafi to utrudnić życie.
- czasami potrafi kopać uprawnienia przy łączeniu się z serwerem SFTP… na szczęście umożliwia odgórne ustalenie uprawnień wszystkich plików, co należy zrobć zaczynając pracę… do czasu restartu wystarczy:)
- niestety nie podpowiada ścieżki do plików znajdujących się w katalogach (jak się wstawia obrazki itp.)… trzeba to z palca napisać.
Są to jedyne niedogodności, które znalazłem i mam nadzieję, że zostaną naprawione w przyszłych updatach… nie zapominajmy, że to raptem pierwsza wersja softu:) Ja póki co zamierzam pozostać przy Espresso… i polecam popróbowanie jego możliwości.



2 komentarzy 
3-21-2010 Piotr Bujok napisał:
A ja, jako ten wspomniany przez Ciebie koder. Bardzo pokochałem TextMate, a raczej jego windowsowy odpowiednik E.
3-22-2010 Paweł Szynkiewicz napisał:
Tak jak mowilem – kazdemu wg potrzeb:) Texmate jest zajebistym narzedziem, ale… jakos mi nie podszedl. Duecik espresso i cssedit jest dla mnie narzedziem ostatecznym (przynajmniej poki co) do kodowania:)