Jak wkurzyć grafika
Wczoraj na PixelPR pojawił się ciekawy wpis adresowany do Klientów pt.“9 sposobów, aby wkurzyć grafika”. Zazwyczaj nie do końca przepada za wpisami na tym blogu, głównie ze względu na stosowany tam język, ale cóż – nie jestem targetem… a jedno trzeba stwierdzić – do potencjalnego Klienta może to trafić:) Natomiast pod powyższym postem podpisuję się rękami i nogami;)
Chyba każdy z nas już się spotkał z zachowaniami opisanymi tam. Klienci, którzy nie wiedzą czego chcą są normą… i w teorii po to właśnie zatrudniają grafika – aby rozwiązał ich problemy. Niestety bardzo często jednak sprawa wygląda tak, że taki człowiek stara się z grafika zrobić narzędzie w swoich rękach… żeby robił dokładnie to co chce Klient, bezkrytycznie się tym zachwycał, a na koniec najlepiej oddał wyniki prac za darmo, lub za kwotę wystarczającą co najwyżej na obiad w McDonnald’s ;)
W każdym razie szczerze polecam w/w wpis. Może w razie potrzeby będzie kartą przetargową tłumaczącą Klientowi dlaczego nie zrobimy tego co chce w taki sposób jak chce, albo za takie pieniądze.
I na koniec mała historyjka ze zlecenia sprzed kilku lat:
[klient] Bardzo ładny projekt… ale wie Pan – pokazałem to moim znajomym… i oni twierdzą, że takie jakieś wyblakłe kolory są… Pan da żywsze… takie bardziej nasycone…
[ja] Wie Pan – kolorystyka jest dobrana do ilustracji, które mają pastelowe barwy. Jak zrobimy nasyconą kolorystykę layoutu – to nie będą pasować do reszty…
[klient] …. a właśnie – ilustracje… też muszą być nasycone… i oczywiście powiększmy jeszcze logo i nawigację, bo za dużo pustego miejsca jest na stronie….
[ja] ale…. (i tu cała seria logicznych argumentów odnośnie stylistyki, pokazywanie przykładów, stron konkurencyjnych, grupy docelowej itp. itd.)
[klient] Wie Pan – ja płacę i ta strona ma przede wszystim mi sie podobać (nadmienię, że Klient nie należał do swojej grupy docelowej)
[ja] (Zrezygnowany wykonuję serię poleceń)
[klient] ooo – super… i jeszcze zróbmy, żeby efekt był taki jak na tej stronie (tu przykład chamskiego bevel&embross)
[ja] (już nawet nie próbując tłumaczyć wdrażam pomysły)
[klient] No i jest super – dokładnie coś takiego chciałem.Kilka tygodni później…
[klient] A dlaczego nie umieścił Pan mojej strony w swoim portfolio.
[ja] Ponieważ nie jestem z niej zadowolony
[klient] Słucham?!? Proszę natychmiast umieścić stronę w swoim portfolio.
[ja] Przykro mi, ale nie…
Klient nawet straszył mnie sądem jeśli nie podpiszę się pod pracą (notabene do dnia dzisiejszego jestem ciekaw dlaczego mu tak na tym zależało), ale efektu nie osiągnął;)
Oczywiście nie muszę nadmieniać, że strona nie zyskała jakiejś popularności… a wręcz przez to, że była praktycznie jedyną formą reklamy tej firmy – na pewno przyczyniła się do tego, że kilka miesięcy później firma zniknęła z rynku.



9 komentarzy 
2-23-2010 zalew napisał:
8/9 tych punktow to zagadnienia relacji biznesowej nie ograniczajace sie do grafikow, chociaz wy najwiecej na ten temat macie zwyczaj marudzic :)
2-23-2010 Paweł Szynkiewicz napisał:
w sumie tak:) ale juz graficy sa taka grupa zawodowa, ktora chyba najbardziej sie wiaze emocjonalnie ze swoja robota… co za tym idzie jak ktos sie wchrzania w projekty – od razu zaczyna sie marudzenie;)
2-23-2010 zalew napisał:
raczej nieustannie wydaje wam sie, ze wasza branza/praca jest taka wyjatkowa :) artysci…
2-24-2010 Paweł Szynkiewicz napisał:
heheh:D cos w tym jest. Faktycznie – jest sporo grafikow, ktorzy traktuja swoja prace jako “misje”;) … a w rzeczywistosci w 90% jest to rzemioslo… ale nie zmienia faktu, ze jak np. Klient probuje zmienic cos w przemyslany, spojnym projekcie – to sie noz w kieszeni otwiera:)
2-24-2010 zalew napisał:
nie chodzi o misje. po prostu problemy, ktore opisuja tego typu wpisy na blogach sa powszechnymi sytuacjami w wielu branzach, a sa to problemy raczej natury biznesowej. a taki wpis na blogu jak zlinkowales podchodzi do problemu z punktu widzenia urazonego artysty, podczas gdy de facto podstawa tego zagadnienia jest raczej ekonomiczna (wykonywanie nadmiaru pracy, zmiana warunkow wspolpracy w trakcie realizacji) niz osobista (popsuli mi moj dopracowany projekt i nie pozwalaja mi rysowac w spokoju).
dlatego wiekszosc tego typu wpisow brzmi malo przekonujaco, i jest pewnie niezrozumiala dla kogos kto nie mial do czynienia z praca grafika, w tym dla twojego klienta.
2-24-2010 zalew napisał:
krocej: mowicie jezykiem grafika, zamiast jezykiem klienta.
2-24-2010 Paweł Szynkiewicz napisał:
zgadza sie – tego typu problemy wystepuja chyba w kazdej branzy… i sporo mozna sie naczytac o tym na bogach etc.
Wg mnie tu chodzi nie tyle o mowienie jezykiem grafika, czy klienta… a raczej o podzial kompetencji. Niestety caly czas (i jest to niezalezne od branzy) Klient zazwyczaj uwaza, ze “wie lepiej” i “lepiej sie zna”… i uwaza, ze “on placi i wymaga” – czyli potrzebuje operatora komputera do realizacji swoich wizji, a nie czlowieka, ktory przeanalizuje jego problem i cele i postara sie je rozwiazac.
W przypadku roboty grafika jest to o tyle bardziej drazliwe, ze czesto wydaje sie, ze jego praca jest bardzo wirtualna. Nie patrzy sie, ze zanim usiadzie sie do photoshopa to sporo czasu sie spedza na przeanalizowaniu wszystkiego, sprawdzaniu konkurencji, grup docelowych itp. Klient widzi tylko ten czas, ktory zajelo fizyczne narysowanie layoutu. I przez to nastepuja nieporozmienia, bo w wiekszosci przypadkow wizja grafika jest w jakis sposob spojna i kazdy element a swoje uzasadnienie. a zmienianie tego rozwala caly projekt – a co za tym idzie cel jaki ten projekt ma osiagnac.
Oczywiscie istnieje druga strona medalu – czyli “artysci” ktorzy uwazaja, ze ma byc tak bo taka jest wizja i nie mozna tego zmienic… bo nie:)
Wiec wszystko sprowadza sie do dyskusji. Zrozumienia przez grafika potrzeb Klienta i zaufania Klienta do wiedzy i doswiadczenia grafika… a z tym poki co bywa krucho;) Stad tez ogolne narzekania.
2-24-2010 zalew napisał:
jasne, ale jesli chcesz trafic do klienta z ta problematyka (‘edukacja klienta’), to podejdz bardziej pragmatycznie i przedstaw rachunek korzysci i strat, ktory bedzie zrozumialy dla laika.
btw, chyba wiem z kim ten dialog :D rozowiutka taka strona to byla, prawda? :)
2-25-2010 Paweł Szynkiewicz napisał:
co do trafiania do klienta – raczej Klient koncowy nigdy nie jest moja grupa docelowa. Sam dzial “edukacja Klienta” jest bardziej skierowany do ludzi z branzy (PM, freelancerow itp), ktorzy moze dzieki temu co am chce pisac beda mieli wiecej argumentow, zeby edukowac Klienta;) takie przynajmniej jest zalozenie.
Sam zazwyczaj nastawiam sie na podwykonawstwo – za stary jestem, zeby toczyc walki z Klientami;)
A co do dialogu – faktycznie zapomnialem o tej rozowej:) a sytuacja byla baaaardzo podobna… tyle ze sadem mnie nie straszyli;)
Sama opisana przeze mnie sytuacja nastapila ze 2 lata pozniej w zwiazku z pracami dla firmy HR operujacej w podobnej grupie docelowej:)